Gdyby nie to że akurat oglądałem leżąc - niechybnie spadłbym z krzesła.
Najpierw pani redaktor Żakowska (tak, tak - zbieżność nazwisk) udowadnia swoją gapowatość czy wręcz ignorancję (terapia ustawień nazwana przez nią terapią podstawień), potem dziwi się że autor książki w roli głównej ustawił kobietę (kobieta jest głównym bohaterem FILMU, w książce jest prokurator SZACKI, zamiast prokurator SZACKIEJ - supprise!!!). Następnie stwierdza, że - uwaga - książka której nie miała w ręku jest "bardziej pisowska" niż film. Moje oczy zdumione były wielkości 10-złotówek (gdyby były takie monety, zakładam że były by większe niż "piątki").
Więc czytałem książkę i nawet mi przez myśl nie przeszło że może być "pisowska", "sld-owska" czy "powska". Po prostu dobrze napisany kryminał z tłem politycznym. Filmu jeszcze nie widziałem więc nie mam pojęcia jak bardzo jest "pisowski", ale jeśli "mniej pisowksi nież książka" to mogę spokojnie lecieć na projekcję, na pewno nie powinienem zostać skażony chorą pisowkską wizją naszego kraju.
Wnioski dopowiedzcie sobie sami. U mnie pani Magdalena Żakowska trafia do zacnego grona tematów otagowanych. Jeszcze o niej usłyszymy.
Ps (godzinę później). Muszę powiedzieć że nie daje mi to spokoju. Przyszła mi do głowy taka myśl...Być może w środowisku salonowym tak pierze mózgi (dotąd wierzyłem, że to świadoma cyniczna gra, ale chyba zmieniam zdanie) że są słowa-klucze które powstają w głowach tych ludzi jako synonimy czegoś innego - do podania "głupiej tłuszczy" na tacy jak psom pawłowa. W tym wypadku - od lat salon walczy o to żeby ludziom pisowstwo kojarzyło się z oszołomstwem, homofobią, i wszystkimi innymi plagami tego świata. Pranie mózgów jest tak że sami sobie to skojarzenie w głowy wdrukowali i nie mogą bez niego żyć i być może to "pisowski" miało być synonimem czegoś innego?
np. pan Ż. mówi, że spać mu się chce jak jak jasny kaczor, pani Ż odpowiada panu Ż że wszyskto przez tą pisowską pogodę.